Bałkańska wyprawa rowerowa
 Bałkańska wyprawa rowerowa

O pisaniu zacząłem myśleć poważniej w 2015 roku. Chciałem zacząć już wtedy, po pierwszej wyprawie rowerowej z Podkarpacia, przez mazury, aż do półwyspu helskiego. Czytałem wtedy sporo blogów, mnóstwo książek gdzie wielcy podróżnicy opisywali swoje przygody z miejsc, o których mogłem jedynie pomarzyć. Kim ja byłem przy nich? Co miałbym do zaoferowania, stojąc gdzieś w cieniu ludzi, dla których świat nie ma granic od dawna?

Porzucałem wiele razy tą być może naturalną dla mnie potrzebę pisania czegoś, mimo że przez te lata nie dawało mi to nigdy spokoju. Nie chciałem pisać, dla samego pisania – Internet jest przepełniony taką treścią. Blogów podróżniczych jest tysiące i co chwilę powstają nowe. Przeglądałem ten dziwny “rynek” i rezygnowałem, bo zwyczajnie nie miałbym tutaj nic więcej do zaoferowania. Mamy wszystko – blogi o podróżach autostopem, o wyprawach rowerowych, o zwiedzaniu Polski, Europy, USA, o podróżowaniu z psem, dzieckiem, chomikiem i świnka morską. Dobra, te ostatnie dwa wymyśliłem, ale nie sądzę, żeby kogokolwiek zdziwiło gdyby i takie się pojawiły.
Gdzieś w międzyczasie wpadła mi w ręce książka “Powidoki”, autorstwa polskiego sakwiacza, Piotra Strzeżysza. Była mała i dość cienka. Opisywała fragmenty wypraw rowerowych po Ameryce, jednak nie było tam zbyt wiele o podróżowaniu, a słowo “rower” padło w niej może kilka razy. Było tam jednak coś więcej – były tam przelane na papier emocje, refleksje, byli tam ludzie, których Piotr spotkał podczas swojej tułaczki po najmłodszym kontynencie. To były opowieści człowieka, który nie podróżował dla zdjęć, dla wyników, dla udostępnień na Facebooku. To były opowieści kogoś, kto potrafił cieszyć się jak dziecko z każdej spotkanej po drodze osoby, z każdego kota który przyszedł do niego, żeby się otrzeć o nogi.
Czemu o tym piszę? Bo tego mi zabrakło w internetowym świecie blogów o podróżowaniu. Znalazłem zaledwie kilka takich miejsc, gdzie relacje z podróży są tak autentyczne, że można poczuć się, jakby się weszło do samego serca osoby która to pisała. Nie, nie chce krytykować nikogo, bo wszystkie blogi są potrzebne. Nawet te o podróżowaniu ze świnką morską, jeśli kiedykolwiek powstaną. Piszę o tym, bo po miesiącach zastanawiania się nad formą tego, co chciałbym tutaj przedstawić, dochodzę do wniosku, że właśnie tak chciałbym, żeby wyglądała ta strona. Nawet, jeśli mało kto chciałby to czytać.

Nie chciałem tworzyć kolejnego bloga, gdzie wrzucałbym wpisy zatytułowane: “10 atrakcji, które MUSISZ zobaczyć będąc w Rzymie!”. Takie poradniki turystyczne są świetne, jednak przeglądając te wszystkie strony, ale też widząc turystów, których spotykam gdzieś po drodze w tych wielkich europejskich miastach, nawet w Krakowie w którym mieszkam – wydaje mi się, że sens podróżowania dawno się zatarł, albo ja nigdy nie zdołałem go zrozumieć. Nie chciałem kolejnego bloga, po przeczytaniu którego można zrobić checklistę miejsc, które są warte odwiedzenia. Chciałem, żeby ktoś to przeczyta, spróbował przeżyć chociaż jeden dzień swojej podróży, zapominając na moment o tym, że zaraz kończy mu się urlop, że trzeba jeszcze odczekać godzinę w kolejce do zwiedzania kolejnej atrakcji typu “musisz to zobaczyć”. Jestem przekonany, że kiedyś to tak nie wyglądało. Kiedyś świat nie był jeszcze tak otwarty i łatwy do poznania jak dzisiaj. Możemy wszystko wystukać w wyszukiwarkę, wszystko przeczytać, zobaczyć zdjęcia. Jedziemy do miejsc, które najpierw zobaczyliśmy na ekranie komputera, tabletu, telefonu, żeby potem zobaczyć je na żywo i jeszcze raz zrobić im zdjęcia, które wrzucimy na portale społecznościowe, a później zapomnimy o nich. Dzisiaj mamy otwarte granice, mamy dobrze płatną pracę, urlop na dwa tygodnie w roku. Mamy tanie loty, mamy Booking, mamy airbnb i bardzo dobrze, że je mamy, bo to są świetne narzędzia, które pozwalają nam podróżować na taką skalę, o jakiej nasi dziadkowe, czy nawet rodzice mogli w młodości jedynie pomarzyć. Dzisiaj na mapach nie ma już białych plam. Możemy dzisiaj zobaczyć cały świat, szybko i łatwo. Można dzięki temu oblecieć całą kulę ziemską, ale można podczas tej podróży nie poczuć i nie przeżyć zupełnie nic.
Chciałbym, żeby to był blog o podróży, która istnieje przede wszystkim w głowie. Chciałbym, żeby te teksty były o odbieraniu świata, takiego jakim jest, odkrywaniu go i staraniu się go pojąć. Chciałbym, żeby były o odwadze – żeby wyjść poza schemat, jaki serwuje nam społeczeństwo – nie bać się braku planu, nie bać się tego co powiedzą inni. Nie chodzi o namawianie wszystkich do takiego podróżowania – bez planu, z sakwami, z plecakiem, na dziko. Nie o to chodzi. Takie podróże nie są dla wszystkich i nie ma w tym nic złego czy dziwnego. Chciałbym tylko namówić Cię, żebyś w swojej podroży na moment się zatrzymał i rozejrzał. Żebyś posłuchał czyjejś opowieści, zamiast szukać wszystkiego w sieci. Żebyś na moment odłożył aparat, usiadł i rozejrzał się dookoła. Żebyś przestał kląć, że znowu deszcz zepsuł Ci całe wakacje.
Podróż nie jest dobra ani zła, tak samo jak świat nie jest ani dobry ani zły.
Wystarczy tylko, żebyś przestał go oceniać i na moment po prostu obserwował, słuchał, pytał i błądził.
I jeśli o czymś miałby być ten blog, to właśnie o tym. Bo sam chciałbym umieć tak podróżować, bo tylko tak można cokolwiek przeżyć.